Informator do Rodzica, który chce dla swojego dziecka dobrze.

„Jak to jest z tym moim nastolatkiem? Jeszcze niedawno był dzieckiem, potrzebował mojej obecności, wsparcia, jasnych granic. Czułam, że jestem mu potrzebna. Teraz? Nic co zrobię wydaje się odpowiednie. Chyba już jestem niepotrzebna.”  To jest opowieść niejednego rodzica, którego witałam w swoim gabinecie. W tej historii słychać zaangażowanie, staranie, próby zrozumienia tego przedziwnego czasu w życiu tych ważnych dla rodziców istot, jakimi są ich dzieci. Tym tekstem chciałabym opowiedzieć o dwóch sprawach. Pierwszej, co nieco o rozwoju dzieci aż do lat nastoletnich. Oraz o roli rodzica/opiekuna w tym, jak się okazuje, krytycznym czasie dla człowieka i pokazać jak błędna jest myśl o byciu niepotrzebnym, pomimo że wszystko może na to wskazywać.

Zacznijmy od podstawowych potrzeb człowieka. Te są niezmienne od urodzenia do śmierci. Mamy ich pięć:
bezpieczeństwo– fizyczne i emocjonalne, które, jeśli jest spełniane, daje dzieciom przekonanie o tym, że są ważne i warte miłości;
autonomia, która daje im przekonanie, że są wystarczająco kompetentne, żeby oddalić się od rodzica i poradzić sobie na własną rękę. Czasem inaczej, niż poradziłby sobie rodzic, niejednokrotnie myląc się i popełniając błędy;
realistyczne granice, które dają dziecku przekonanie, że nie jest jedyne na świecie i aby funkcjonować w społeczeństwie potrzebuje nabyć umiejętności tolerancji i regulacji frustracji, która będzie pojawiać się w związku z rezygnacją z wyrażania siebie czy działania zgodnie z jego preferencjami;
wyrażanie potrzeb i emocji, które pozwolą dziecku prawidłowo interpretować i rozpoznawać sygnały płynące z ciała, jakimi są emocje;
spontaniczność i zabawa, która wiąże się z nieskrępowanym okazywaniem radości, sprawiania sobie przyjemności w adaptacyjny sposób.

Do pewnego momentu to rodzic jest odpowiedzialny za realizowanie potrzeb dziecka. Jego zadaniem jest nauczyć dziecko, w jaki sposób ma zaspokajać swoje potrzeby, gdy już będzie dorosłe.
Najważniejszą potrzebą niemowlęcia jest potrzeba bezpieczeństwa. W miarę jak rośnie, uczy się chodzić i mówić, a co za tym idzie, będzie oddalało się od rodzica. Wtedy jego rolą jest umiejętne balansowanie pomiędzy potrzebą bezpieczeństwa i autonomii, biorąc pod uwagę zasoby i wiek dziecka (na więcej autonomii pozwolimy pięciolatkowi, niż dwulatkowi, ze względu na naturalny potencjał biologiczny). Jednocześnie rolą rodzica jest nazywać emocje, które będą pojawiać się na drodze tego balansowania. Dziecko może się bać, smucić, cieszyć, złościć, może czuć nawet wstręt. Rolą rodzica jest pokazanie, jak te emocje wyrażać i co oznacza, że takowe się pojawiły. 

Przykład sytuacji: dziecko czuje lęk widząc morze pierwszy raz. Mama może wzmocnić lęk zabierając dziecko z plaży („żeby tylko dziecko się nie stresowało”), a może też powiedzieć dziecku, że teraz czuje lęk, który pojawia się w nowych sytuacjach i pobyć z dzieckiem czekając aż minie, by dziecko nauczyło się, że tak naprawdę nie jest to sytuacja niebezpieczna.
Ogromnym wyzwaniem dla rodzica jest rozpoznanie, która potrzeba dziecka w tym momencie najbardziej woła o zaspokojenie.
Przykład: Dziecko pięcioletnie w supermarkecie na dziale zabawek kładzie się na ziemi krzycząc, że nienawidzi mamy, bo ta odmawia kupna kolejnej, bardzo podobnej zabawki. Załóżmy, że mama ma pieniądze tylko na chleb, masło i jabłka (sytuacja prawdopodobna w czasie inflacji ☺). „Wyraża? To chyba dobrze.” – Bardzo dobrze! To znaczy, że Twoje dziecko, które w wieku pięciu lat doświadcza ogromnych emocji, bo jego układ nerwowy jeszcze się kształtuje czuje się na tyle bezpiecznie, żeby się na Ciebie pozłościć. Tylko co z potrzebą realistycznych granic i bezpieczeństwa? Jeśli mama kupi zabawkę, zaniedba obie te potrzeby. Jeśli pozwoli, żeby dziecko krzyczało na cały supermarket, zaniedba również potrzebę realistycznych granic.
Kolejność wypisania tych potrzeb nie jest przypadkowa. Warto potraktować je, jako hierarchię ważności potrzeb. Zawsze bezpieczeństwo jako pierwsze. Potem autonomia, realistyczne granice, potem wyrażanie i spontaniczność.

Sytuacja jednak jest inna, kiedy z dziecka wyrasta nastolatek. Ten już potrafi dużo, często jest silniejszy fizycznie od rodzica, może nawet poradzi sobie bez rodzica, jeśli ma 18 lat i więcej. I tu informacja ważna i trudna. Jeśli rodzic nie odpowiadał na potrzeby dziecka, z różnych przyczyn (być może ze względu na własne traumy, własne nieadaptacyjne przekonania, może w związku z zaburzeniem więzi), na wcześniejszych etapach rozwojowych, może nie obyć się bez pomocy z zewnątrz- np. terapii systemowej, do czego serdecznie zachęcam! Lubię mówić, że wstydem nie jest terapia, a nie sięganie po nią, jeżeli jest naprawdę potrzebna – szczególnie dziecku. W takiej sytuacji ten tekst nie będzie wystarczający, a nawet może nie dotyczyć dziecka, ze względu na to, że emocjonalnie nie jest jeszcze na etapie nastolatka i wymaga pomocy specjalistycznej.

Kiedy należy przyjąć, że nie odpowiedziałem wystarczająco na potrzeby dziecka?

Słuchaj swoich emocji i informacji ze świata. Jeżeli więcej, niż raz dostaniesz informację od systemu szkolnego, zaufanych osób, że widzą zaburzenia zachowania u Twojego nastolata- idź na konsultację. Jeżeli widzisz nadużywanie używek, komputera, cięcie się i zaburzenia nastroju- idź na konsultację. Co ważne- najpierw Ty, a nie dziecko.

 

Jeśli jednak rodzic odpowiadał na potrzeby wystarczająco (a „wystarczająco’’ znaczy co innego u każdego dziecka, ze względu na temperament), to możemy mówić o zdrowej relacji.

W takiej zdrowej relacji, nastolatek ma ważny cel rozwojowy, żeby wykształcić własną ODRĘBNĄ OD RODZICA tożsamość. W niektórych nurtach mówi się nawet o celu mentalnego „uśmiercenia” rodzica. Jest to niezwykle istotny element rozwoju, który gwarantuje, że dziecko w razie odłączenia (separacji lub faktycznej śmieci) rodzica będzie miało przekonanie, że dalej pozostał całością. Trudną rolą rodzica jest wtedy przyzwalanie na autonomię, spontaniczność i zabawę, wyrażanie złości względem niego i robienie zupełnie odwrotnie niż rodzic zaleca, a jednocześnie na naukę konsekwencji jego własnych zachowań np. jeżeli pójdę na imprezę i zawalę ważny egzamin, konsekwencją jest zła ocena, kac i brak przywilejów tj kieszonkowe. Główną myślą jest pokazanie adolescentowi, że takie konsekwencje będą mu towarzyszyć całe życie. Rodzic może nastolata przed nimi chronić, ale nie pomoże mu to w nabywaniu odpowiedzialności za siebie. Rodzic może próbować dziecko kontrolować, próbując powstrzymać okres burzy i naporu, co tylko bunt wzmocni (zdrowsza opcja) lub zapobiegnie autonomizacji (mniej zdrowa opcja) i uzależni młodego dorosłego od siebie.

Używki w adolescencji? Testowanie jest normatywne- to normalne, że Twój nastolat spróbuje alkoholu, papierosów na imprezie. Używki w naszej kulturze pełnią funkcję społeczną, dzięki nim Twoje dziecko nie odstaje od innych, co też jest istotną kwestią na tym etapie rozwoju. Używanie może być nasilone w obliczu nadmiernej kontroli rodzicielskiej, a jeśli występuje w kontekstach nieadaptacyjnych tj. palenie w klasie na lekcji, to informuje o potrzebie realistycznych granic, na którą kiedyś rodzic wystarczająco nie odpowiadał. Może też stanowić narzędzie do regulacji emocji, jeżeli na wcześniejszych etapach rozwoju dziecko innych nie dostało. Zalecana jest wtedy interwencja specjalisty, który rozezna sytuację.

Rodzic pełniąc nieprzyjemną rolę „bycia uśmiercanym” może mieć przekonanie o byciu niepotrzebnym, niekompetentnym, robiącym „zawsze źle”. Nic bardziej mylnego. Właśnie to, że wytrzymuje tę „burzę i napór”, trwale pokazując konsekwencje pozwala swojemu dziecku dorosnąć i gwarantuje, że sobie poradzi. Jeśli to przetrwa, stanie się człowiekiem, jakich wielu w życiu jego dziecka, a to boli, bo ktoś ważny się oddala. Jednak dzięki temu wysyła w świat dziecko całkiem odpowiedzialne i autonomiczne. A jeśli taki rodzic odpowiadał na potrzeby dziecka we wcześniejszych etapach rozwojowych to może być pewien, że potrafi ono nawiązywać i pozostawać w zdrowych relacjach z innymi i taką też będzie utrzymywać z nim- z własnej woli, a nie w związku z nakazami. Jeśli zapytasz mnie, drogi Rodzicu, czy warto, odpowiem Ci, że tak. Jednak to Ty decydujesz i Ty ponosisz konsekwencje. To ogromny ciężar.

Drogi Rodzicu, jeśli przeczytałeś tę część, gdzie koncentruję się głównie na Twoim dziecku, to widać, że bardzo Ci zależy. Jesteś DOBRYM RODZICEM. WYSTARCZAJĄCO DOBRYM RODZICEM. Pamiętaj jednak proszę również o sobie. Nie rezygnuj ze wsparcia dla siebie w tym trudnym czasie. Szukaj go u partnera, u bliskich, u psychologa, w systemie. Ma prawo Ci być trudno. Sięgaj wtedy po pomoc- informacyjną, emocjonalną, finansową. Taką jakiej akurat potrzebujesz. Dziękuję, że jesteś dla swojego dziecka. Ono też Ci dziękuje- każdym swoim oddechem i nową umiejętnością. Ty też sobie podziękuj, bo Tak jak Twoje dziecko, jesteś ważny i warty. A jeśli po przeczytaniu dalej masz pytania- zapraszam do siebie i do innych terapeutów z naszego Centrum. Chętnie podpowiemy, rozjaśnimy i wesprzemy w tym krytycznym dla Ciebie i Twojego nastolata czasie.

Artykuł został przygotowany przez Annę Dziewiątkowską psychoterapeutkę pracującą w Centrum Psychoterapii Mosty Zamiast Murów. 

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Powiązane artykuły

logo_mosty_zamiast_murów-02

Centrum Psychoterapii Mosty Zamiast Murów to zespół ludzi, których łączy doświadczenie, wiedza, pasja, ciekawości świata i zjawisk zachodzących między nimi. Tutaj chcemy podzielić się tym z Wami.

Homo sum humani nihil a me alienum puto.